11 cze Maska w płachcie? Jestem za, a nawet przeciw!
Maska w płachcie w codziennej pielęgnacji? Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzicie, ale… muszę się do czegoś przyznać. Nie jestem wielką fanką maskowania!
Dlaczego nie przepadam za maseczkami w płachcie?
- Nie mam na nie czasu. Ale zazdroszczę tym, którzy potrafią wygospodarować kwadrans na taki relaks.
- Maska w płachcie jest mokra i lepka. Po prostu nie lubię, jak mi to wszystko płynne, czym jest nasączona maska, spływa po łokciach w trakcie nakładania.
- Maski mają niby idealny kształt oraz wycięcia na oczy, nos i usta, aby dopasować się do ludzkiej twarzy. To dlaczego jak zakładam maskę, to nos mi wypada na ustach albo oczy na czole? Jestem ufokiem?
- Uważam, że można to samo osiągnąć nakładając warstwowo kilka razy dobre serum aż do nasycenia skóry. I tu idę pod prąd azjatyckiej pielęgnacji, która w swoich krokach ma przecież stosowanie masek typu sheet mask. Mało tego Charlotte Cho w książce „Sekrety urody Koreanek” nazywa maski duszą koreańskiej pielęgnacji.
Generalnie w maskach wyglądam jak postać z horroru. Wiesz z jakiego? Oczywiście z Halloween 🙂

Jeśli już stosujesz maski w płachtach, to trzymaj się pewnych zasad i nie popełniaj tych błędów.
Błąd 1: Za długo trzymasz maskę? Skóra się odwadnia!
Maski w płachcie to maski okluzyjne. Czyli? Okluzja w kosmetyce następuje, gdy nakładamy maskę, a na skórze wytwarza się film, który przyspiesza penetrację składników aktywnych. To jakby taki opatrunek, pod którym szybko poprawia się np. nawilżenie naskórka. Ale jeśli za długo trzymasz maskę i przeciągasz czas, to masz z tego więcej szkody niż pożytku. Bo skóra się odwadnia! Wiem, myślisz sobie, kupiłam, to niech się teraz wszystko dobrze wchłonie. Błąd! Jeśli okluzja ciągła, czyli taka właśnie jak podczas zastosowania maski, trwa dłużej niż kilkanaście minut, a płachta zaczyna podsychać, to masz efekt odwrotny. Sucha maska zaczyna wyciągać wodę z naskórka.
Błąd 2: Maskujesz za często!
Jeśli za często się maskujesz, czyli częściej niż 2-3 razy w tygodniu, to skóra dostaje informację, że nie musi nic robić, by zapobiegać utracie wody z naskórka. Jakby oduczasz ją samoregulacji. Tutaj – jak we wszystkim – liczy się umiar.
Błąd 3: Maska w płachcie na nieoczyszczoną skórę
Aby maska w płachcie była skuteczna, a składniki aktywne penetrowały naskórek, musisz przygotować cerę do nałożenia płachty. Czyli obowiązkowo oczyszczasz skórę, najlepiej za pomocą dwóch etapów: olej + żel myjący na bazie wody. Następnie stosujesz peeling enzymatyczny, dzięki któremu składniki aktywne lepiej się wchłoną. Po peelingu tonizujesz cerę, aby wyregulować pH, na przykład koreańską mgiełką na bazie hydrolatu. Dopiero teraz nakładasz maskę. Stosowanie maski bez przygotowania skóry to jak smarowanie kremem twarzy, która jest pokryta nieprzepuszczalną folią. Bez sensu!
Błąd 4: Maska w płachcie to nie koniec pielęgnacji
Zdejmujesz maskę i… no właśnie. To nie jest koniec codziennej pielęgnacji! Twarz czeka jeszcze na krem i filtr. Jeśli jest dzień nie zapominaj o ochronie przeciwsłonecznej, chroni nie tylko przed poparzeniem słonecznym ale i przed fotostarzeniem, które nie jest tak widoczne jak poparzenie, ale z dnia na dzień, z roku na rok sprawia, że gdy nie używasz filtrów Twoja skóra starzeje się szybciej niż u rówieśniczek. Wieczorem po masce możesz nałożyć na skórę tylko krem.
Błąd 5: Jeśli masz ograniczony budżet, zmień priorytety!
Nie chcę krytykować relaksu i zabawy, jaką dają maski. Modzie ulega przecież cały świat, a sprzedaż masek rośnie. Był moment, że celebryci występowali nawet na galach w takich maseczkach. Ale ja jestem nudna. I uważam, że lepiej jest koncentrować się na codziennej pielęgnacji i ją dopracować do perfekcji. Na przykład zafundować sobie genialne serum, bo właśnie serum o małych, wnikających w głąb skóry cząsteczkach najlepiej oddziałuje w codziennej pielęgnacji. Lepiej więc wydać pieniądze na serum i mieć dobrą rutynę, zamiast roztrwaniać kasę na coś, co się stosuje okazjonalnie. Nawet jeśli jest ładne.
Błąd 6: Eksperymentujesz, ryzykujesz!
Ja wiem, że maski w płachtach się fajnie kupuje, ponieważ mają piękne opakowania, często jakieś nadrukowane rysuneczki, a do tego są niedrogie i dają dużo radości. Ale dla mnie są tak niebezpieczne jak… przygodny seks. Nie wiadomo, co się złapie i potrzebny może być wenerolog. A po maskach – dermatolog (w sumie to jedna specjalizacja). Generalnie doktoryzujemy się ze składów kremów, studiujemy INCI, a do maseczek podchodzimy bardzo lekko, w ogóle nie sprawdzamy, co w nich siedzi. Mogą tam być tymczasem bardzo różne składniki, a ich lista bywa długa jak tablica Mendelejewa.
Co działa w maseczkach pielęgnacyjnych?
Do najczęstszych bezpiecznych substancji stosowanych w maskach należą ekstrakty ze śluzu ślimaka, zielonej herbaty, pereł, róży damasceńskiej, aloesu (chociaż nie dla wszystkich dobry), no i kwas hialuronowy. Mnie szczególnie przerażają nieopisane w składzie postaci witaminy C, ponieważ są dla mnie często drażniące.
No ale maski kuszą. Rzucamy się na nie, bo mają śliczne opakowania i genialny marketing. Są na wszystko czego potrzebujemy: po podróży, po pracy, po nieprzespanej nocy, na kaca, do selfie. Więc kupujemy. Ja czasem jednak też!
Wyświetl ten post na Instagramie.
Masz pytania o pielęgnację? A może szukasz konkretnych zabiegów? Potrzebujesz sprawdzonych informacji? Napisz, zajmę się tym.